Trawnik równy, zielony, nieskazitelny.
Na cały poprzedni rok los rzucił mnie za daleko za ocean, do Stanów Zjednoczonych. Zwiedziłam część Kalifornii, Luizjany, Vermontu, New Hampshire, Maine, Florydy, byłam w Nowym Jorku i Chicago, ale zdecydowaną większość czasu spędziłam w Północnej Karolinie mieszkając w typowym domku amerykańskich przedmieść. Żyjąc tam, poznając lokalnych mieszkańców i sąsiadów miałam okazję przekonać się czy to prawda, że równiutki, idealnie zielony trawnik to oczko w głowie mieszkańców amerykańskich przedmieść?
Krótka odpowiedź brzmi: absolutnie tak. W sobotnie poranki w teren wyruszają nie tylko kosiarki, ale również myjki ciśnieniowe. Kosiarki strzygą trawniki, myjki szorują beton na podjeździe. Ma być czystko, równo i nieskazitelnie. Nie ma mowy o tym, aby uchował się gdzieś jakiś chwast albo brud. W czasie suszy trawniki są regularnie nawadniane, a na wielu osiedlach można dostać list z upomnieniem lub karę finansową za pozostawienie za długiej trawy lub jej nie dość zielony kolor.
Powrót do natury.
Głębsze wniknięcie w lokalną społeczność pozwala jednak zauważyć, że ten trend zaczyna się zmieniać. Co bardziej światli właściciele domów oraz zarządcy osiedli zaczynają wprowadzać i promować rozwiązania proekologiczne. Nie dają kar za przyschnięty w środku upalnego lata trawnik, edukują w zakresie nie używania pestycydów oraz wprowadzania do ogrodów rodzimych roślin przydatnym lokalnym ptakom i owadom. Ja miałam szczęście mieszkać na osiedlu, które znajdowało się pod nadzorem wspaniałej kobiety - aktywistki, która w swoim ogrodzie miała ekologiczny warzywnik połączony z ogrodem dla owadów zapylających, a przed domem dużą część trawnika zamieniła na rabaty z rodzimymi krzewami i bylinami. Poniżej zdjęcie z wczesnej wiosny więc roślinność jest jeszcze uśpiona, ale widoczny jest zarys rabaty wykrojonej z trawnika:

Takie podejście, korzystne dla otaczającej natury jest coraz częściej pożądane nie tylko przez ekologów i profesjonalistów, ale też przez właścicieli ogrodów. Efekt estetyczny zakładający naturalną niedoskonałość jaką mogą być np. przekwitnięte kwiaty czy zasuszone okresowo źdźbła trawy zaczyna być miły dla oka. To, co uważamy za ładne, to to, co często widujemy i to, co dobrze nam się kojarzy. Trendy w projektowaniu ogrodów zmieniają się tak samo jak trendy w modzie lub sztuce. Aktualny trend powrotu do natury ma tę przewagę nad poprzednimi, że jest nie tylko piękny, ale również wartościowy pod względem ekologicznym.
Zamiast monokultur trawnika różnorodną roślinność warto wprowadzać nawet w najmniejszej skali. Przykładem mogą być poniższe mini ogródki otaczające skrzynki na listy:




Piękny wpis — aż chce się wyjść do ogrodu i po prostu popatrzeć 🍁 U mnie też jesień zawsze wywołuje takie mieszane uczucia: z jednej strony trochę smutno, że sezon się kończy, a z drugiej właśnie wtedy ogród ma w sobie najwięcej klimatu.
OdpowiedzUsuńBardzo podoba mi się to podejście, żeby nie sprzątać wszystkiego „na tip-top” przed zimą. Te zaschnięte rośliny, trawy, nasiona – to przecież życie dla ptaków i owadów, a przy okazji wygląda to dużo bardziej naturalnie niż idealnie „wyczyszczony” ogród.
No i ten pasternak mnie zaciekawił 😄 nigdy nie próbowałam w takiej formie, a wygląda na coś prostego i fajnego na jesienne wieczory.
Dzięki za ten wpis, naprawdę wprowadza w taki spokojny, jesienny nastrój 🌿